Translate

niedziela, 13 grudnia 2015

Kryzys 30-stki? Zmiany na lepsze!

Nie o kosmetykach dziś będzie. Chyba po raz pierwszy mam dla Was osobisty post. Dawno tu nie pisałam, a to z kilku powodów.

Lato minęło mi bardzo szybko, dużo czasu spędziłam w salonie, do tego doszedł pobyt z córką w szpitalu i sierpniowy urlop. Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego przybyło mi obowiązków związanych z pójściem córki do szkoły. Nie jest łatwo, gdy niespełna sześciolatka zaczyna mieć obowiązki szkolne, a jej matka zaprowadza ją rano do świetlicy, żeby iść do pracy. Sama również miałam kontynuować dodatkową współpracę w szkole kosmetycznej, prowadząc kurs wizażu. Trochę za dużo zwaliło mi się na głowę i poczułam, że pora na zmiany. Nazwałam to sobie "odcięciem od wampirów energetycznych", czyli ludzi i spraw, które wysysają ze mnie energię i pewność siebie.

Pewnie to i kilka innych faktów sprawiło, że podjęłam decyzję o odejściu z pracy i wyznaczeniu sobie nowej drogi w życiu. W październiku stuknęła mi trzydziestka. Niektórzy wpadają w doła. Mają kryzys. Ja poczułam, że "jak nie teraz, to kiedy". Poczułam, że właśnie teraz jest mój najlepszy czas i .... przestałam bać się niepowodzenia.

Założenie własnej działalności to był pierwszy krok. Chociaż z kosmetyką jestem związana od 10 lat, poczułam, że nie samą kosmetyką człowiek żyje. Postanowiłam robić to co kocham, a nie tylko makijaże, paznokcie i pielęgnacja twarzy mnie kręci.

Poszłam w fotografię, zaczęłam brać udział w szkoleniach, zaczęły też do mnie pisać osoby, dla których miałam przygotować teksty związane z kosmetyką. Kilka artykułów na czyjąś stronę, posty dla drogerii, sesja zdjęciowa z makijażem - poczułam się szczęśliwa i spełniona. Kontynuuję współpracę z czasopismem branżowym, a z zajęć w szkole zrezygnowałam. Usługi kosmetyczne wykonuję wtedy kiedy mogę i mam czas. Można się ze mną umówić w każdy dzień tygodnia i prawie o każdej godzinie, ale priorytetem jest dla mnie córka. Dopasowuję się do klientek, ale nie kosztem czasu spędzonego przed szkołą z dzieckiem. Kocham nasze leniwe poniedziałki, kiedy mała zaczyna zajęcia o 11. Mamy te kilka godzin tylko dla siebie.

Pierwsze dwa miesiące podsumowuję zadowalająco. Czasem goni mnie termin ze zleceniem lub mam dni, gdy przedłużam paznokcie od 8 do 20, ale potem pozwalam sobie na wynagrodzenie tego :)

Zaczęłam również kontynuować moją pasję, jaką jest tworzenie biżuterii. Nie wiem czy coś z tego wyjdzie na dłuższą metę, ale i tak lubię spędzać wieczory nad koralikami i rzemykami.

Uwierzcie w siebie. Zacznijcie robić to, co kochacie!





AUKCJE Z BIŻUTERIĄ